5 trendów w pielęgnacji skóry, o których warto zapomnieć

Rozwój kosmetologii i medycyny estetycznej sprawił, że dziś wiemy dużo więcej o potrzebach skóry, niż jeszcze dekadę temu. Nie przeszkadza to wielu osobom w hołdowaniu pielęgnacyjnym trendom, które dawno się zdezaktualizowały. Choć kilka lat temu zapełniały rubryki kobiecych pism, obecnie są winione za współczesną epidemię nadwrażliwości skóry, AZS czy trądziku dorosłych. W najlepszym przypadku mogą zmniejszać skuteczność pielęgnacji i narażać cię na przedwczesne starzenie. Dlatego najwyższa pora, aby nadrobić zaległości i zaktualizować swoją wiedzę. O wskazanie 5 przedawnionych trendów w pielęgnacji redaktorki ELLE poprosiły dwie specjalistki od zdrowia skóry: kosmetolożkę dr Alicję Śliwowską oraz lekarkę medycyny estetycznej dr Iwonę Radziejewską.

1.Używanie kremów z oznaczeniem 30+, 40+, 50+ itd.

Trend, by przy doborze kremu kierować się cyferkami podanymi na opakowaniu, to relikt lat 90., który wciąż jednak ma swoje zwolenniczki. „Kiedyś produkty kosmetyczne dopasowywano zgodnie z deklaracją producenta dotyczącą przedziału wiekowego docelowej konsumentki. Teraz wiadomo już, że najważniejsze przy doborze pielęgnacji są stan i potrzeby skóry. Co więcej, to parametry, które mogą zmieniać się w czasie, dlatego obserwowanie swojej skóry z uwagą to dużo lepszy wskaźnik, niż podążanie w ciemno za poleceniami z social mediów czy deklaracjami na opakowaniach” – przekonuje dr Alicja Śliwowska.

Podstawowym kryterium, które należy brać pod uwagę układając swoją pielęgnację, powinien być skład kosmetyku. W dobie aplikacji do skanowania list INCI oraz Instagrama, gdzie łatwo znaleźć osoby przystępnie tłumaczące pielęgnacyjne zawiłości, samodzielna analiza składu nie jest wcale trudna.

„Duża część konsumentek jest coraz bardziej świadoma i posiada podstawowe informacje na temat tego, jak należy interpretować skład kosmetyku. Jeżeli nie czuje się na siłach, wie, gdzie szukać dobrego specjalisty, który pomoże jej ocenić, czy skład produktu będzie dobry dla jej skóry” – mówi dr Śliwowska. By ułatwić sobie to zadanie wystarczy, że będziesz szukać słów-kluczy, takich jak retinol, witamina C, peptydy, kwas glikolowy, niacynamid, kwas hialuronowy. Jeśli ich nazwy widnieją na opakowaniu, to znak, że kosmetyk zawiera związki aktywne o realnym, potwierdzonym naukowo działaniu.

„Świetnym przykładem są retinoidy. To substancje, które stymulują fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny, a więc są absolutnym must-have’em w pielęgnacji przeciwstarzeniowej. Z drugiej strony, składniki te regulują proces keratynizacji naskórka, mają działanie przeciwzapalne, więc są z powodzeniem stosowane w terapii trądziku, niezależnie od wieku, w jakim on występuje. A jak wiadomo, to choroba skóry, która przestaje być kojarzona z nastolatkami i coraz częściej jest także spotykana u ludzi dorosłych” – zaznacza specjalistka.

2. Sezonowa pielęgnacja

Retinol i kwasy tylko jesienią i zimą, a latem nawilżanie. Takie myślenie o pielęgnacji jest już całkowicie nieaktualne. W końcu twoje problemy ze skórą nie są sezonowe – zmarszczki, trądzik, przebarwienia, nie znikają magicznie latem i nie pojawiają się tylko jesienią i zimą. Dlatego śmiało możesz sięgać po silne substancje odmładzające i przeciwtrądzikowe o każdej porze roku.

„Głębokie peelingi chemiczne, które powodują złuszczanie skóry, a ich działanie dochodzi do skóry właściwej, rzeczywiście można robić dopiero po sezonie letnim, bo przy każdym mocniejszym złuszczaniu wzrasta ryzyko powstawania plam pigmentacyjnych sprowokowane działaniem słońca. Na szczęście istnieje cała gama kwasów całkowicie bezpiecznych również w czasie zwiększonego nasłonecznienia” – twierdzi dr Iwona Radziejewska. Do takich należą na przykład kwas azelainowy, migdałowy czy laktobionowy. Możesz z powodzeniem wykonywać je w gabinecie, jak i traktować nimi skórę w domu. Dr Radziejewska wylicza całą listę korzyści ze stosowania peelingów kwasowych niezależnie od pory roku.

„Peelingi przebudowują i wzmacniają skórę. Zapobiegają kumulacji barwnika w skórze, więc minimalizują ryzyko tworzenia się nowych plam pigmentacyjnych. Jeśli dodatkowo serię peelingów połączymy naprzemiennie z mezoterapią z kwasem hialuronowym i witaminami, czy kolagenem albo z osoczem bogatopłytkowym, tym lepiej przygotujemy skórę na działanie czynników środowiskowych Stanie się grubsza, silniej nawilżona i jędrniejsza. Wymierny efekt? Mniej będzie szkód do „naprawienia” już po sezonie letnim”.

3. Aplikacja filtrów tylko latem

A propos kremów z filtrem, dawniej o ich stosowaniu mówiło się jedynie latem. Nikt nie widział też nic złego w aplikowaniu niskich faktorów typu SPF 20 czy nawet 10, ponieważ dominującym trendem była hebanowa opalenizna. Blokerów rzędu SPF 50 na rynku praktycznie nie było. Dopiero w ostatnich kilku latach drastycznie zwiększyła się świadomość ludzi na temat szkód, jakie słońce wywołuje w DNA skóry. Szczególnie podstępne jest promieniowanie UVA – niewidoczne dla oka i oddziałujące nawet w pochmurne dni.

„Ma ono dłuższą falę niż UVB i jest blokowane przez barwnik skóry tylko w niewielkim stopniu. Dociera głębiej, bo aż do skóry właściwej i bezlitośnie degraduje kolagen i elastynę, czyli strażników jędrnej i młodo wyglądającej skóry. Dawka UVA jest niezmienna przez cały rok, niezależnie od pogody. Co więcej, w przeciwieństwie do UVB, promienie UVA nie są blokowane przez chmury i szyby” – tłumaczy dr Alicja Śliwowska. „Dlatego właśnie rzetelna fotoprotekcja stosowana cały rok to najlepszy kosmetyk przeciwstarzeniowy. A w połączeniu z antyoksydantem to już w ogóle ideał” – dodaje specjalistka.

4. Wieloetapowa, maksymalistyczna pielęgnacja

Koreański, 10-etapowy rytuał pielęgnacji rozpętał prawdziwą rewolucję w świecie beauty. Która z nas nie miała epizodu fascynacji tym trendem? Kładłyśmy na twarz toniki, esencje, sera, kremy, filtry, olejki, maski – wszystkie podczas jednej rutyny pielęgnacyjnej. Z kolei jeszcze dwa lata temu jednym z najmodniejszych hashtagów na Instagramie było #shelfie, czyli zdjęcia łazienkowych półek i szafek dosłownie wypchanych dziesiątkami słoiczków, tubek i buteleczek. Dziś chwalenie się wieloetapową pielęgnacją oraz gromadzenie kosmetyków jest passé, co przyznaje sama dr Śliwowska.

„Kiedyś szafki łazienkowe pękające w szwach od pachnących i kolorowych produktów cieszyły nasze oczy, ale niekoniecznie skórę (i portfel). Dziś wiadomo już, że skinimalism to trend, za którym powinniśmy podążać. Pielęgnacja powinna być prosta i skuteczna, a nie przeładowana zbędnymi produktami. Pięć-sześć produktów w zupełności wystarczy” – przekonuje ekspertka. To bardziej racjonalne podejście nie tylko z powodów finansowych i ekologicznych. Nadmiar kosmetyków może po prostu szkodzić cerze, bo aplikowanie zbyt wielu substancji aktywnych w krótkim czasie często wywołuje podrażnienia i alergie skórne. „Kupując bardziej świadomie jesteśmy w stanie bardziej skupić się na rzeczywistych potrzebach skóry, a nie potrzebach kreowanych na siłę przez marketing i social media. Co więcej, łatwiej będzie nam zidentyfikować, który kosmetyk mógł być źle dobrany, gdyby wystąpiła jakakolwiek reakcja niepożądana” – dodaje dr Alicja.

Jak więc powinna wyglądać minimalistyczna rutyna pielęgnacyjna? „Przykładowo, produkt do oczyszczania – wystarczy ten sam rano i wieczorem, z tym, że po całym dniu noszenia makijażu i produktów z filtrami warto użyć go dwukrotnie, aby mieć pewność, że skóra jest dobrze oczyszczona i gotowa na kolejne kroki pielęgnacyjne” – wyjaśnia kosmetolożka. „Gdy mowa o pielęgnacji porannej, ważne jest dobre serum z antyoksydantami i krem zapewniający fotoprotekcję na wysokim poziomie. Na wieczór – produkt z substancjami aktywnymi celującymi w dany problem skórny (np. kwasy, retinoidy), oraz kosmetyk nawilżający i regenerujący”. To wszystko, czego potrzebuje skóra, aby być zdrowa i jak najdłużej zachować młodość.

5. Używanie mydła

Wraz z trendem na naturalną pielęgnację, wróciłyśmy do mydeł. Kilka lat temu modne stało się mycie twarzy mydłem z Aleppo, które rzekomo ma zmniejszać trądzik i zaskórniki. Wiele z nas zaczęło sięgać po savon noir, czyli czarne mydło, a także produkowane w małych manufakturach mydła na bazie oliwy z oliwek. Ale to co naturalne, nie jest automatycznie zdrowe dla skóry – i powoli zaczynamy tę prawdę rozumieć. Najnowsze badania dowodzą, że tradycyjne mydło bardzo źle wpływa m.in. na mikrobiotę skóry.

„Uważa się, że jest ona ostatnią warstwą skóry. Funkcjonuje najlepiej w tak zwanym „fizjologicznym” pH, które mieści się w zakresie 5.5-6. Pamiętajmy, że nie jest to pH skóry, a jej wydzielin, czyli tak zwanego płaszcza hydrolipidowego, złożonego z potu i sebum (wydzieliny gruczołów łojowych). Mydła mają z reguły zasadowe pH (powyżej 7), co może negatywnie wpływać na skład i funkcjonowanie mikrobioty. Poza tym mogą powodować przesuszenie skóry i związane z nim uczucie dyskomfortu” – mówi dr Alicja Śliwowska. Pora ostatecznie porzucić więc myjące kostki na rzecz łagodniejszych preparatów oczyszczających. Jaki produkt wybrać? „Musi spełniać następujące warunki: oczyszczać delikatnie, aby nie zaburzać naturalnego procesu odbudowy płaszcza hydrolipidowego, posiadać fizjologiczne pH i być przyjaznym dla mikrobioty skórnej. Oprócz tego powinien dokładnie usuwać wszelkiego rodzaju zanieczyszczenia, aby przygotować skórę do dalszych etapów pielęgnacji” – doradza specjalistka.

Źródło: elle.pl

, , ,
Poprzedni wpis
Jak przygotować skórę na zimę?
Następny wpis
Jak zlikwidować zmarszczki pod oczami?

Rozwój kosmetologii i medycyny estetycznej sprawił, że dziś wiemy dużo więcej o potrzebach skóry, niż jeszcze dekadę temu. Nie przeszkadza to wielu osobom w hołdowaniu pielęgnacyjnym trendom, które dawno się zdezaktualizowały. Choć kilka lat temu zapełniały rubryki kobiecych pism, obecnie są winione za współczesną epidemię nadwrażliwości skóry, AZS czy trądziku dorosłych. W najlepszym przypadku mogą zmniejszać skuteczność pielęgnacji i narażać cię na przedwczesne starzenie. Dlatego najwyższa pora, aby nadrobić zaległości i zaktualizować swoją wiedzę. O wskazanie 5 przedawnionych trendów w pielęgnacji redaktorki ELLE poprosiły dwie specjalistki od zdrowia skóry: kosmetolożkę dr Alicję Śliwowską oraz lekarkę medycyny estetycznej dr Iwonę Radziejewską.

1.Używanie kremów z oznaczeniem 30+, 40+, 50+ itd.

Trend, by przy doborze kremu kierować się cyferkami podanymi na opakowaniu, to relikt lat 90., który wciąż jednak ma swoje zwolenniczki. „Kiedyś produkty kosmetyczne dopasowywano zgodnie z deklaracją producenta dotyczącą przedziału wiekowego docelowej konsumentki. Teraz wiadomo już, że najważniejsze przy doborze pielęgnacji są stan i potrzeby skóry. Co więcej, to parametry, które mogą zmieniać się w czasie, dlatego obserwowanie swojej skóry z uwagą to dużo lepszy wskaźnik, niż podążanie w ciemno za poleceniami z social mediów czy deklaracjami na opakowaniach” – przekonuje dr Alicja Śliwowska.

Podstawowym kryterium, które należy brać pod uwagę układając swoją pielęgnację, powinien być skład kosmetyku. W dobie aplikacji do skanowania list INCI oraz Instagrama, gdzie łatwo znaleźć osoby przystępnie tłumaczące pielęgnacyjne zawiłości, samodzielna analiza składu nie jest wcale trudna.

„Duża część konsumentek jest coraz bardziej świadoma i posiada podstawowe informacje na temat tego, jak należy interpretować skład kosmetyku. Jeżeli nie czuje się na siłach, wie, gdzie szukać dobrego specjalisty, który pomoże jej ocenić, czy skład produktu będzie dobry dla jej skóry” – mówi dr Śliwowska. By ułatwić sobie to zadanie wystarczy, że będziesz szukać słów-kluczy, takich jak retinol, witamina C, peptydy, kwas glikolowy, niacynamid, kwas hialuronowy. Jeśli ich nazwy widnieją na opakowaniu, to znak, że kosmetyk zawiera związki aktywne o realnym, potwierdzonym naukowo działaniu.

„Świetnym przykładem są retinoidy. To substancje, które stymulują fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny, a więc są absolutnym must-have’em w pielęgnacji przeciwstarzeniowej. Z drugiej strony, składniki te regulują proces keratynizacji naskórka, mają działanie przeciwzapalne, więc są z powodzeniem stosowane w terapii trądziku, niezależnie od wieku, w jakim on występuje. A jak wiadomo, to choroba skóry, która przestaje być kojarzona z nastolatkami i coraz częściej jest także spotykana u ludzi dorosłych” – zaznacza specjalistka.

2. Sezonowa pielęgnacja

Retinol i kwasy tylko jesienią i zimą, a latem nawilżanie. Takie myślenie o pielęgnacji jest już całkowicie nieaktualne. W końcu twoje problemy ze skórą nie są sezonowe – zmarszczki, trądzik, przebarwienia, nie znikają magicznie latem i nie pojawiają się tylko jesienią i zimą. Dlatego śmiało możesz sięgać po silne substancje odmładzające i przeciwtrądzikowe o każdej porze roku.

„Głębokie peelingi chemiczne, które powodują złuszczanie skóry, a ich działanie dochodzi do skóry właściwej, rzeczywiście można robić dopiero po sezonie letnim, bo przy każdym mocniejszym złuszczaniu wzrasta ryzyko powstawania plam pigmentacyjnych sprowokowane działaniem słońca. Na szczęście istnieje cała gama kwasów całkowicie bezpiecznych również w czasie zwiększonego nasłonecznienia” – twierdzi dr Iwona Radziejewska. Do takich należą na przykład kwas azelainowy, migdałowy czy laktobionowy. Możesz z powodzeniem wykonywać je w gabinecie, jak i traktować nimi skórę w domu. Dr Radziejewska wylicza całą listę korzyści ze stosowania peelingów kwasowych niezależnie od pory roku.

„Peelingi przebudowują i wzmacniają skórę. Zapobiegają kumulacji barwnika w skórze, więc minimalizują ryzyko tworzenia się nowych plam pigmentacyjnych. Jeśli dodatkowo serię peelingów połączymy naprzemiennie z mezoterapią z kwasem hialuronowym i witaminami, czy kolagenem albo z osoczem bogatopłytkowym, tym lepiej przygotujemy skórę na działanie czynników środowiskowych Stanie się grubsza, silniej nawilżona i jędrniejsza. Wymierny efekt? Mniej będzie szkód do „naprawienia” już po sezonie letnim”.

3. Aplikacja filtrów tylko latem

A propos kremów z filtrem, dawniej o ich stosowaniu mówiło się jedynie latem. Nikt nie widział też nic złego w aplikowaniu niskich faktorów typu SPF 20 czy nawet 10, ponieważ dominującym trendem była hebanowa opalenizna. Blokerów rzędu SPF 50 na rynku praktycznie nie było. Dopiero w ostatnich kilku latach drastycznie zwiększyła się świadomość ludzi na temat szkód, jakie słońce wywołuje w DNA skóry. Szczególnie podstępne jest promieniowanie UVA – niewidoczne dla oka i oddziałujące nawet w pochmurne dni.

„Ma ono dłuższą falę niż UVB i jest blokowane przez barwnik skóry tylko w niewielkim stopniu. Dociera głębiej, bo aż do skóry właściwej i bezlitośnie degraduje kolagen i elastynę, czyli strażników jędrnej i młodo wyglądającej skóry. Dawka UVA jest niezmienna przez cały rok, niezależnie od pogody. Co więcej, w przeciwieństwie do UVB, promienie UVA nie są blokowane przez chmury i szyby” – tłumaczy dr Alicja Śliwowska. „Dlatego właśnie rzetelna fotoprotekcja stosowana cały rok to najlepszy kosmetyk przeciwstarzeniowy. A w połączeniu z antyoksydantem to już w ogóle ideał” – dodaje specjalistka.

4. Wieloetapowa, maksymalistyczna pielęgnacja

Koreański, 10-etapowy rytuał pielęgnacji rozpętał prawdziwą rewolucję w świecie beauty. Która z nas nie miała epizodu fascynacji tym trendem? Kładłyśmy na twarz toniki, esencje, sera, kremy, filtry, olejki, maski – wszystkie podczas jednej rutyny pielęgnacyjnej. Z kolei jeszcze dwa lata temu jednym z najmodniejszych hashtagów na Instagramie było #shelfie, czyli zdjęcia łazienkowych półek i szafek dosłownie wypchanych dziesiątkami słoiczków, tubek i buteleczek. Dziś chwalenie się wieloetapową pielęgnacją oraz gromadzenie kosmetyków jest passé, co przyznaje sama dr Śliwowska.

„Kiedyś szafki łazienkowe pękające w szwach od pachnących i kolorowych produktów cieszyły nasze oczy, ale niekoniecznie skórę (i portfel). Dziś wiadomo już, że skinimalism to trend, za którym powinniśmy podążać. Pielęgnacja powinna być prosta i skuteczna, a nie przeładowana zbędnymi produktami. Pięć-sześć produktów w zupełności wystarczy” – przekonuje ekspertka. To bardziej racjonalne podejście nie tylko z powodów finansowych i ekologicznych. Nadmiar kosmetyków może po prostu szkodzić cerze, bo aplikowanie zbyt wielu substancji aktywnych w krótkim czasie często wywołuje podrażnienia i alergie skórne. „Kupując bardziej świadomie jesteśmy w stanie bardziej skupić się na rzeczywistych potrzebach skóry, a nie potrzebach kreowanych na siłę przez marketing i social media. Co więcej, łatwiej będzie nam zidentyfikować, który kosmetyk mógł być źle dobrany, gdyby wystąpiła jakakolwiek reakcja niepożądana” – dodaje dr Alicja.

Jak więc powinna wyglądać minimalistyczna rutyna pielęgnacyjna? „Przykładowo, produkt do oczyszczania – wystarczy ten sam rano i wieczorem, z tym, że po całym dniu noszenia makijażu i produktów z filtrami warto użyć go dwukrotnie, aby mieć pewność, że skóra jest dobrze oczyszczona i gotowa na kolejne kroki pielęgnacyjne” – wyjaśnia kosmetolożka. „Gdy mowa o pielęgnacji porannej, ważne jest dobre serum z antyoksydantami i krem zapewniający fotoprotekcję na wysokim poziomie. Na wieczór – produkt z substancjami aktywnymi celującymi w dany problem skórny (np. kwasy, retinoidy), oraz kosmetyk nawilżający i regenerujący”. To wszystko, czego potrzebuje skóra, aby być zdrowa i jak najdłużej zachować młodość.

5. Używanie mydła

Wraz z trendem na naturalną pielęgnację, wróciłyśmy do mydeł. Kilka lat temu modne stało się mycie twarzy mydłem z Aleppo, które rzekomo ma zmniejszać trądzik i zaskórniki. Wiele z nas zaczęło sięgać po savon noir, czyli czarne mydło, a także produkowane w małych manufakturach mydła na bazie oliwy z oliwek. Ale to co naturalne, nie jest automatycznie zdrowe dla skóry – i powoli zaczynamy tę prawdę rozumieć. Najnowsze badania dowodzą, że tradycyjne mydło bardzo źle wpływa m.in. na mikrobiotę skóry.

„Uważa się, że jest ona ostatnią warstwą skóry. Funkcjonuje najlepiej w tak zwanym „fizjologicznym” pH, które mieści się w zakresie 5.5-6. Pamiętajmy, że nie jest to pH skóry, a jej wydzielin, czyli tak zwanego płaszcza hydrolipidowego, złożonego z potu i sebum (wydzieliny gruczołów łojowych). Mydła mają z reguły zasadowe pH (powyżej 7), co może negatywnie wpływać na skład i funkcjonowanie mikrobioty. Poza tym mogą powodować przesuszenie skóry i związane z nim uczucie dyskomfortu” – mówi dr Alicja Śliwowska. Pora ostatecznie porzucić więc myjące kostki na rzecz łagodniejszych preparatów oczyszczających. Jaki produkt wybrać? „Musi spełniać następujące warunki: oczyszczać delikatnie, aby nie zaburzać naturalnego procesu odbudowy płaszcza hydrolipidowego, posiadać fizjologiczne pH i być przyjaznym dla mikrobioty skórnej. Oprócz tego powinien dokładnie usuwać wszelkiego rodzaju zanieczyszczenia, aby przygotować skórę do dalszych etapów pielęgnacji” – doradza specjalistka.

Źródło: elle.pl

Menu